wodniacy.net

usiądź przy naszym ognisku
Teraz jest 18 sty 2018, o 04:04

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 54 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Autor Wiadomość
PostNapisane: 19 wrz 2016, o 20:12 
Offline

Dołączył(a): 24 sty 2015, o 22:50
Posty: 95
Kilka wybranych zdjęć ze startu i z pierwszego punktu kontrolnego w Gassach.
Ponad 200 zdjęć do zobaczenia na google+ pod linkiem:
https://goo.gl/photos/uCydwCW6Lgwzbbbu6

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

_________________
https://www.facebook.com/kajakiembezgranic/


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 20 wrz 2016, o 09:42 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 maja 2015, o 22:48
Posty: 295
Ropuch napisał(a):
Co prawda zasadza się na niego kilku „młodych wilczków” (m.in. nasz Mateuszek i Bartuś) ale wszystko wskazuje, że muszą jeszcze trochę poczekać.


Ropuszku, o ile nie walnąłem się w obliczeniach, to Mateuszek miał podobny czas do zeszłorocznych wyników Piotrka i Tadka :) A moim zdaniem w tym roku warunki były trudniejsze ze względu na wiatr, mimo że woda była ciut wyżej (rok temu mam zapisane 46 cm, a teraz było 62 cm).


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 20 wrz 2016, o 10:03 
Offline
moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 sty 2015, o 21:53
Posty: 4581
Lokalizacja: Ząbki
no to macie i moje fotki.
Wychodzi na to że trochę ich jest :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
https://plus.google.com/u/0/collection/EFw9LE

a dla niecierpliwych też wrzucę kilka fotek :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

jest tego duuuuuużo więcej więc zapraszam do oglądania.
nieco są nie po kolei bo robione z dwóch aparatów ale i tak zainteresowani się odnajdą :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

_________________
ALBUM ZE ZDJĘCIAMI
BLOG - ELTECHOWE PODRÓŻE


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 20 wrz 2016, o 20:56 
Offline

Dołączył(a): 24 sty 2015, o 22:50
Posty: 95
Pozostałych zdjęć z maratonu wypatrujemy....

Obrazek

....pod linkiem:
https://goo.gl/photos/DrLa7inZXzaiHq6KA

_________________
https://www.facebook.com/kajakiembezgranic/


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 21 wrz 2016, o 09:26 
Offline

Dołączył(a): 25 mar 2015, o 16:36
Posty: 23
Kilka zdjęć z punktu kontrolnego w Górze Kalwarii:

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 23 wrz 2016, o 01:07 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 maja 2015, o 22:48
Posty: 295
Poniżej moja subiektywna relacja z Maratonu.

Ale na początku słowa podziękowania i uznania dla organizatorów, w szczególności dla Agusi i Batyaka, którzy wzięli na siebie główny ciężar ogarnięcia wszystkiego przed zawodami, jak również dla nielicznej, ale niezwykle sprawnej i ruchliwej ekipy brzegowej. Mniej było i pieniędzy, i ludzi niż rok temu, a jakoś tak bardziej na bogato i bardziej kompleksowo było niż w zeszłym roku. Brawo!

Relacja:

Przed Maratonem stawiam sobie cel prosty, łatwy do zapamiętania - podium. Nieważne który stopień. W normalnych okolicznościach, cel ten byłby nierealny. Ale nie wiedzieć czemu, najwięksi ścigacze zdecydowali się sparować i popłynąć dwójkami. Za tą decyzję szanownym kolegom z tego miejsca serdecznie dziękuję.

Start będzie wspólny. Fajnie, bo w zeszłym roku ruszaliśmy co dwie minuty, co wprowadzało trochę zamieszania. Ciężko było się zorientować, który człowiek jest i czy ktoś, kto cię akurat wyprzedza to zabiera miejsce, czy też można go sobie odpuścić. Teraz sprawa jest prosta – kto przed tobą, tego gonimy.

Na start ustawiam się tak, żeby jak najszybciej dopaść do kamieni. Najlepiej przed wszystkimi, żeby nie trzeba było wyprzedzać w nurcie. Łatwo nie będzie, bo pewnie wszyscy tak kombinują. Na szczęście mam szybką łódkę i nie zawaham się jej użyć.

Odliczanie, iiii…. RURA! Ależ to był sprint! Jak w Rio! Do kamieni wpadam za dwójkami oczywiście i Mateuszkiem, na równi z Cezarym i Sebastianem. Dwaj ostatni panowie trochę mnie wyprzedzają i niestety zamykają. Wprawdzie nie idą przy samym brzegu, ale nie na tyle daleko, żeby śmignąć po wewnętrznej. Czekam na dogodną okazję. Nagle pojawia się! Wpływam w zatoczkę i cofka wyrzuca mnie przed nich. Super! Jestem drugi.

Przyklejam się do brzegu i kontroluję sytuację. Do Zawad płynę koncertowo, poza jednym drobnym incydentem z wędkarzem (łapię żyłkę, ale na szczęście udaje się przerzucić ją nad głową). GPS pokazuje genialną prędkość. Pierwszy kilometr – 8 km/h. Drugi kilometr – 9 km/h. To mój absolutny rekord pod prąd. Kolejny kilometr – 10 km/h. Cholerrra, coś mi tutaj… Z coraz większą podejrzliwością zerkam na GPSa. Ale w zasadzie dlaczego? Przecież to zawody, a zawody to adrenalina, a wiadomo co ludzie robią na adrenalinie. Uspokojony tym rozsądnym wytłumaczeniem mojej dyspozycji płynę se, spokojnie czekając aż łódka wejdzie w ślizg. Bo że w końcu wejdzie to pewne.

Kolejny kilometr – 19 km/h pod prąd! No, żesz kur…czaczki! Patrzę na dystans – 10 km w miejscu, gdzie na co dzień jest 6 km. Wracam na ziemię i przyjmuję teorię awarii sprzętu pomiarowego. (Po wyścigu okazało się, że według GPSa wystartowałem na Ursusie i w linii prostej przeleciałem do Ciszycy….) No i dupa. A było tak pięknie. Poza tym, bez pomiarów jestem trochę zagubiony. Uwielbiam znać wszystkie parametry płynięcia. Wtedy wiem, czy aby akurat się w danej chwili nie opierdzielam. A tu nagle niczego nie wiem. Na szczęście został stoper, który na oko podaje właściwe dane. Ale cholera go wie, więc skupiam się na mojej pozycji w stosunku do konkurentów. Tylko że z tym też jest spory problem.

Po wypłynięciu zza kamieni w Zawadach Cezary włącza jakieś turbodoładowanie i odpływa w takim tempie, że odruchowo podnoszę ster myśląc, że coś za sobą ciągnę. Normalnie zaraz dogoni Mateuszka. Sebastian również zaczyna mi odchodzić, ale jemu już nie odpuszczę. Zaczynam kombinować i przy plaży średnio to jednak wychodzi – raz odrabiam stratę, po czym zaraz tracę. Wszystko się zmienia jak dopływamy do kamieni. Wtedy momentalnie go dochodzę, ale skubany płynie blisko brzegu i nie ma jak go wyprzedzić. Czekam więc na błąd i staram się zaoszczędzić jak najwięcej sił. W pewnym momencie zaczynam głośno narzekać na falę za jego stingerem. Sebastian czuje się chyba winny i… przepuszcza mnie. Dobry człowiek. Uprzejmie dziękuję i tyle mnie widział. Staram się gonić Cezarego, ale idzie jak przecinak. Pamiętając jego dyspozycję z Pilicy, gdzie dopłynął razem z mocno spóźnioną i wyluzowaną Agusią, jestem przekonany, że zaraz zdechnie. Dopłynie co najwyżej do Gassów i tam padnie.

Dopływamy do Ciszycy, gdzie zawsze jest dylemat którędy płynąć. Cezary wybiera lewy brzeg, gdzie przy tym stanie wody nawet nie ma co myśleć o przeprawie. Namacha się w piachu i tam na pewno padnie. Odbijam więc na prawy brzeg i płynę na granicy przykos. Nie jest to najszybszy sposób, ale lepsze niż kopanie się w piachu. Zerkam na Cezarego, a on kajaczek pod pachę i daje piechotą po plaży, omijając mielizny i oszczędzając przy tym sporo dystansu. Cholera. Patrzę bardziej do tyłu – pojawia się Adrian, który też płynie lewym brzegiem i też mnie wyprzedza. Szlag.

Czuję na plecach pełne wyrzutów spojrzenia tych kolegów, którzy uznali mnie za osobę kompetentną w zakresie pływania po Wiśle i właśnie srogo się zawiedli. Szczególnie mocno czuję pełne wyrzutów spojrzenie Dlapiego, który niedawno mnie dogonił. Wykonuję przepraszający gest w postaci skierowania łódki w stronę, gdzie płynie się szybko. Czuję pełne aprobaty spojrzenia kolegów, w szczególności Dlapiego. W końcu jestem po właściwej stronie mocy i nadrabiam straty. Na celowniku jest Adrian co prądu się nie boi i wali środkiem nurtu. Co, kto lubi, myślę sobie. Ja natomiast za nurtem nie przepadam, więc robię hopsasa w krzaki. Momentalnie go dochodzę i ustawiam celownik z powrotem na Cezarego, który jednak tak mi uciekł, że szybko go raczej nie dogonię. Ale odpuszczać nie można. Przecież kiedyś w końcu padnie. Albo gdzieś się wyrżnie.

Wpływam w kanałek przed Gassami. Adrian głośno powątpiewa, czy aby na pewno wiem co robię. Odpowiadam rzeczowo, że raczej tak, chyba że nie. Adrian trochę skonsternowany. Płynie jednak za mną. Szczęśliwie dopływamy do Gassów, czyli osiągamy PK1. A tam strefa kibica, fotoreporterzy, wywiady, itp. Generalnie, prestiż i sława. Dochodzi do nas Dlapi i przepływamy sobie w trójkąciku wzdłuż strefy kibica dowiadując się przy okazji, że Mateuszek włożył nam już 15 minut i najpewniej nie jest to jego ostatnie słowo. Po tej wiadomości robi nam się strasznie smutno. Ja odpływam na bok, żeby sobie cicho popłakać, Adrian smętnie zwiesza głowę i wbija wzrok w dziób raidera, a Dlapi zaczyna obżerać się batonami, bo na smuteczek najlepszy cukiereczek.

Za Gassami gubimy gdzieś Adriana, który całkowicie pogrąża się w smutku i zgryzocie. Jednocześnie jesteśmy coraz bardziej gubieni przez Cezarego. Na szczęście okazuje się, że tym razem to Cezary źle płynie, a ja tym razem mam plan jak dobrze popłynąć. Zwierzam się z tego planu Dlapiemu, który po ostatnim blamażu z mojej strony zgłasza poważne zastrzeżenia. Ostatecznie postanawia dać mi przedostatnią szansę. Odbijamy więc na prawy brzeg i kierujemy się w stronę ściany. Za ostrogą wpadamy w łowisko jakiegoś krewkiego wędkarza wspaniale władającego łaciną. Żeby pokazać, że nie ma do czynienia z jakimś prostakiem, odpowiadam płynnie po łacińsku i tak sobie konwersujemy. Gdy dochodzimy do słów na literę CH i K, Dlapi postanawia się włączyć krzycząc po polsku: „Popłyń z nami, przyjacielu!” No i pozamiatał. Wędkarz przerywa w połowie soczystej wiązanki i robi mniej więcej coś takiego:
Obrazek
I już więcej z tym panem żaden kajakarz nigdy nie będzie miał problemów. Darek twierdzi, że już mu tak zostanie. Tak po ludzku, trochę człowieka szkoda. Ale z drugiej strony, mógł z nami nie zadzierać.

Dopadamy do ściany. O dziwo, moje przewidywania się sprawdziły i dochodzimy Cezarego na jakieś 200 m. W ramach bonusu dochodzimy jeszcze dwójeczkę z Jackiem&Jackiem. Jacek&Jacek mają jakieś problemy, bo miotają się po całej Wiśle. Pewnie też im GPS siadł. W końcu ustalają kurs, wyrównują z Cezarym i przechodzą na lewy brzeg. My odpadamy od ściany i też na lewy. Staramy się ich gonić, ale szybko idą. Na szczęście nie oddalają się.

Zaczynam zastanawiać się nad swoim położeniem. Fajnie byłoby wskoczyć na podium. Ale Mateuszek jest nie do wzięcia. Cezary miał zaliczyć zgon już dawno temu, ale nie ma najmniejszego zamiaru tego dla mnie zrobić. Darek płynie niebezpiecznie blisko, a z tyłu gdzieś czai się Adrian, którego smuteczek w kiedyś w końcu opuści. Same zakapiory wokół. Lekko nie będzie. Postanawiam więc trochę popracować nad Dlapim. A wygląda to mniej więcej tak. Ja jedzonko, on jedzonko. Ja piciu, on piciu. Ja markuję jedzonko, on wyciąga jedzonko, ja uciekam. On dogania. Niestety szybki jest. W końcu wkurzam go na tyle, że wyprzedza mnie i zaczyna odchodzić. Na szczęście wpada na jakiś kołek, co o mało nie kończy się glebą, i teraz to ja go dochodzę. Dalej płyniemy razem, ale teraz obok siebie.

Na 26tym kilometrze Cezary z Jackiem&Jackiem skręcają w jakiś kanałek i wyskakują z łódek. My płyniemy szczelnie opatuleni w fartuchy i nie chce nam się wyskakiwać, więc odbijamy na prawy brzeg do kamieni. Całkiem przyjemnie się płynie, co zauważają Cezary z Jackiem&Jackiem i kierują się w naszą stronę. Dystans do nich maleje do jakichś 150 m.

Most kolejowy – czas 4:09, co oznacza, że płynę jakieś 25 minut szybciej niż rok temu. Fajowo. Zbieram gratulacje od Dlapiego za niezłą życiówkę. Trochę narzekamy, że postanowiono wydłużyć dystans, ale z drugiej strony ma być pełne 60km. Poza tym, szkoda było ekipy z PK2, która rok temu pół dnia spędziła w łódce na środku Wisły z kategorycznym zakazem opuszczania posterunku. W międzyczasie mija nas Mateuszek, który opowiada jak to się fajno płynie i ile razy zatrzymywał się, żeby coś tam porobić. Też bym wysiadł, bo pęcherz ciśnie. No, ale wtedy musiałbym pożegnać się z podium. Mateuszek odpływa, a ja zastanawiam się, czy nie zawnioskować o przesunięcie go do kategorii T2M, bo czas będzie miał zdecydowanie za szybki na T1M.

W oddali majaczy oflagowany PK2. Trzeba coś w końcu zrobić, bo skończę poza podium. Wykładam na fartuch wszystkie możliwości, przyglądam się i analizuję. Mam do dyspozycji 3 opcje: 1. skorzystać z ostróg na prawym brzegu, 2. dać ognia po mieliznach na lewym brzegu, 3. uszkodzić kajak Dlapiemu i rzucić czymś w Cezarego jak będzie zawracał. Po dłuższym zastanowieniu odrzucam opcję nr 2 i 3 jako niezbyt eleganckie. Pozostaję na prawym brzegu kierując się na ostrogi. Cezary, Jacek&Jacek i Dlapi wybierają rozwiązanie siłowe i kopią piach na lewym brzegu. I to był strzał: w moim przypadku w dziesiątkę, a w ich przypadku – w stopę lub kolano, jak kto woli.

Odchodzę od Dlapiego na bezpieczną odległość i dochodzę do Cezarego na kontaktową odległość. Teraz mi nie ućknie! Oj, nie ućknie! Nawrót, zmieniam kierunek, patrzę, a on… wziął i ućk! Cholera. Mogłem wcześniej zaatakować. A teraz jest paręset metrów przede mną. No tak, z prądem odległości przyjmują zupełnie inny wymiar. W każdym razie, jakiś tam kontakt wzrokowy mam, więc nie jest źle. Przyczaję się i poczekam na jakiś błąd. Niestety, Cezary wciąż nie ma zamiaru tego dla mnie zrobić.

Przy moście kolejowym mijam peleton. Najpierw Mirek, za nim bodajże Darek. Patrzę na prawy brzeg i oczom nie wierzę, bo to przecież Sebuś nasz płynie! Sebuś, który dotychczas uprawiał turystykę, a tu nagle śmiga na równi z takimi wymiataczami jak chociażby Batyak, Ropuch, czy Bazyl! A nawet chyba przed nimi! Zastanawiam się jak to możliwe i naglę wszystko zaczyna mi się układać. Sebuś ostatnich parę lat pływał wolną łódką i mozolnie budował zwierzęcą wręcz siłę. Parę miesięcy temu kupił sobie szybki kajaczek, no i teraz korzysta z tej zwierzęcej siły. Cwaniak z tego Sebusia!

Płynę dalej. Cezary ledwo widoczny, ale wydaje mi się, że trochę go dochodzę. Widzę w oddali Agusię i zastanawiam się co tak wolno. Później okazuje się, że od Gassów płynie bez steru. Maratonką! Jakiś czas temu miałem wątpliwą przyjemność płynąć bez steru swiftem i po 3 km miałem serdecznie dość. Po 3 km! Tak więc po wyczynie Mateuszka mam kolejny temat do przemyśleń z dziedziny: Jak oni to zrobili?!

Z rozmyślań o rzeczach możliwych i niemożliwych wybudza mnie nietypowe zachowanie Cezarego. Otóż płynie źle. Bardzo źle płynie. Ale tak źle, że chyba znajdą go w Gdańsku. O ile w ogóle znajdą! Zamiast płynąć tak, jak płynęliśmy pod prąd, wali prosto w jakiś kanałek. Koszmar! Nie wyjdzie z tego! Wspaniale! Znaczy: to był dobry człowiek, ten Cezary. Będzie nam go brakowało. No, ale nie czas na rozpacz! Trzeba jak najszybciej dopłynąć do mety, przekazać innym tą straszną wiadomość, że Cezary przepadł. Dorzucam do pieca co tam mam, czyli żelki, batoniki, izotoniki, modlę się przy tym, żeby komora spalania wytrzymała i żebym zaraz nie musiał lądować w jakichś krzakach i ostro młócę wieśkiem. Tak na wszelki wypadek spoglądam za siebie, czy aby czasem Cezary jednak postanowił nie przepaść. Nie widzę i chyba jednak przepadł na amen!

Dopadam do Gassów ledwo wyrabiając przed promem. Jestem coraz bardziej zmęczony. Chętnie bym wyluzował, więc pytam wszystkich dookoła, czy czasem nie widzą gdzieś za mną Cezarego. Nikt nie widzi, czyli moje straszne przypuszczenia co do jego losu się niestety sprawdzają. Spotykam policję wodną i zgłaszam zaginięcie kolegi. Panowie policjanci przyjmują zgłoszenie i obiecują, że jak go znajdą, zatrzymają na dłuższą chwilę do kontroli stanu technicznego kajaka. Bo mógł przecież uszkodzić kajak w tym kanałku. Brawo policja! Bezpieczeństwo na wodzie przede wszystkim!

Luzuję i staram się skupić na bezproblemowym dopłynięciu do mety, co daje efekt taki, że ledwo trzymam się w kajaku. Przy golasach łapię w łyżkę podmuch wiatru i o mało nie leżę. Udaje się na szczęście pozostać w łódce. Głupio byłoby się wyglebić na krótko przed metą, w szczególności w tym miejscu. Byłbym potem przedmiotem nieustających drwin i anegdotek, jak to golasy o szemranej orientacji Bartusia ratowały. Brrr.

Ostatnie kilometry pokonuję w tempie turystycznym, zrywając się jednak na końcu, żeby z fasonem wpłynąć na metę. Drugie miejsce! Wspaniale! Czas 6:53,33.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 25 wrz 2016, o 19:32 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 25 sty 2015, o 20:38
Posty: 1279
Lokalizacja: Warka, Warszawa
Wspaniale opisane. Mógłbym czytać i czytać. Gratuluję podium! :oki:

_________________
http://kajakczolgowy.blogspot.com

Grupa Kajakowa "MENAŻA 07"


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 25 wrz 2016, o 20:51 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 25 sty 2015, o 20:47
Posty: 453
Bartusiu! Ludziki! To najwspanialsza relacja z wyścigu, jaką kiedykolwiek czytałem! :D
Mniam! :D


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 25 wrz 2016, o 21:12 
Offline
moderatorka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 sty 2015, o 23:32
Posty: 2117
Lokalizacja: Pólka Raciąż
Rewelacyjny opis!! Nie przeszkadza brak zdjęć:)
Zazdroszczę Ci Bartku lekkości pióra :mrgreen:
No i oczywiście: GRATULACJE!!

_________________
To dobrze – powiedziała Mi. – Mały drań jest o wiele lepszy, bo łatwiej go stłuc


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 25 wrz 2016, o 23:00 
Offline
moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 sty 2015, o 21:53
Posty: 4581
Lokalizacja: Ząbki
no - a ja w końcu dowiedziałem się jak to na wodzie było :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

_________________
ALBUM ZE ZDJĘCIAMI
BLOG - ELTECHOWE PODRÓŻE


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 26 wrz 2016, o 00:19 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 maja 2015, o 22:48
Posty: 295
Generalnie, na tych zawodach zawsze jest tyle zabawnych sytuacji, że aż się proszą, żeby je opisać :) A zdjęcia, mimo że są super i chyba częściej się do nich wraca niż do opisów, wszystkiego jednak nie oddają.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 27 wrz 2016, o 21:05 
Offline

Dołączył(a): 18 lip 2015, o 22:27
Posty: 9
Bartuś, ja też przeczytałam Twoją opowieść z przyjemnością. Umiesz w sympatyczny sposób i z dużą ekspresją poopowiadać o zdarzeniach, ludziach i o sobie w niebanalny, radosny sposób. Nawet pan z Grand Torino, pomimo, że prawie gryzł na tych paru filmowych klatkach, wydał mi się w kontekście zresocjalizowanego wędkarza "podskórnie przyjacielski".
Pamiętam, co mówiłeś przy ognisku : szukałeś takich ludzików, takich wartości i takiego sportu, żeby mogło być Ci fajnie na samą myśl o tym wszystkim. Więc mam do Ciebie prośbę. Proszę, opowiedz jeszcze raz (piórem) jak się znalazłeś u nas w klubie. Zacznij od początku, od tych co biegają... Chętnie jeszcze raz się uśmieję. I z pewnością wszyscy pozostali, co to przeczytają..


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 28 wrz 2016, o 08:28 
Offline
moderatorka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 sty 2015, o 23:32
Posty: 2117
Lokalizacja: Pólka Raciąż
To ja też pięknie proszę:)

_________________
To dobrze – powiedziała Mi. – Mały drań jest o wiele lepszy, bo łatwiej go stłuc


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 28 wrz 2016, o 12:06 
Offline
mechanik pokładowy
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 sty 2015, o 18:44
Posty: 2253
Lokalizacja: Pyrlandia
O w mordę, ale opis! Elegancko :brawo: :brawo: Gratuluję pudła :oki:

_________________
"Co to jest droga to najlepiej dowiedzieć się nogami. A już obowiązkowo bosymi"
Bartoszko - Siekierezada


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 54 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL