wodniacy.net

usiądź przy naszym ognisku
Teraz jest 20 paź 2018, o 02:24

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 4 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 9 kwi 2018, o 12:58 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2015, o 12:06
Posty: 229
Data: 7 kwietnia 2018
Moja przebyta trasa: Ciekoty "Szklany dom" - Bodzentyn (meta maratonu: Ciekoty)
Długość trasy: 48 km (cała trasa maratonu: 76 km)

To było moje drugie podejście do Pieszego Maratonu Przedwiośnie. Ponownie nie do końca udane, ponieważ zrezygnowałam na 48 km z powodu urazu stopy. Ale po kolei.
Z Lublina przyjechaliśmy razem z Wojtkiem, Radkiem i Gosią. Gosia miała wziąć udział w maratonie tym razem jako fotograf. Piątkowe popołudnie jak zwykle poświęciliśmy na zwiedzanie. Padło na Park Miniatur w Krajnie. Więcej zdjęć w linku na dole, tu tylko mały wycinek.
Obrazek

Ogólnie miejsce ciekawe, choć wiele z eksponatów wymaga już lekkiego remontu.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Później idziemy na obiad w Świętej Katarzynie do baru Jaś i Małgosia, a potem na lody.
Obrazek

Na koniec podjechaliśmy do Ciekot odebrać nasze pakiety startowe.
Obrazek

Numer 82. W pakiecie mapka, worek na przepak, odblask i numer startowy.
Obrazek

W przyszłym roku podobno wygląd Szklanego Domu ma się zmienić na bardziej szklany.
Obrazek

Obrazek

Tradycyjnie już robię odbicia w wodzie.
Obrazek

Z Warszawy dojeżdżają Lech, Ted i Kuba. Po rozlokowaniu się na noclegu idziemy ponownie do Szklanego Domu na prelekcję.
Obrazek

Wieczorem jeszcze chwilę nocnych rozmów Polaków (foto Wojtek):
Obrazek

A tu już sobota przed 5 rano. Jesteśmy zwarci i gotowi, choć kawa się przyda.
Obrazek

Na starcie tradycyjnie już zrobiono fotkę grupową i po uderzeniu w gong tybetański ruszyliśmy. Najpierw w prawie trzystuosobowej grupie, która dość szybko rozprasza się na mniejsze grupki. Ciemność nocy szybko zostaje pokonana przez wschód słońca. Pierwsze nasze podejście to Radostowa. Tu warto nadmienić, że trasa taka jak w tamtym roku, ale w odwrotnym kierunku. Czego więc nie dane mi było zobaczyć rok temu, teraz pokonuję w godzinach rannych.

Obrazek

foto Radek:
Obrazek

Dolina Wilkowska w pierzynie.
Obrazek

Obrazek

Tu wspinamy się na kolejny szczyt, czyli Górę Wymyśloną. Zaczyna się błoto. Uchwycili nas fotografowie maratonowi.
Obrazek

Obrazek

Coraz bliżej pierwszego punktu kontrolnego.
Obrazek

Mijam znajome miejsca.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pierwszy punkt w Świętej Katarzynie. Są drożdżówki i ciastka.
Obrazek

Zaczynamy podejście na Łysicę.
Obrazek

Wspominamy z Radkiem nasze zejście tędy po ciemku rok temu. Zajęło nam to dłużej, niż podejście teraz. Ogólnie swoje tempo oceniamy jako dobre.

Obrazek

I jest szczyt (foto Wojtek).
Obrazek

Ale nie robimy postoju, schodzimy szybko do Kakonina, gdzie czeka drugi punkt kontrolny.
Obrazek

Pijemy colę, jemy ciastka i gnamy dalej szlakiem czerwonym. Znów mijamy znajome miejsca.
Obrazek

Obrazek

Trzeci punkt kontrolny w Hucie Szklanej tuż pod Świętym Krzyżem. Jemy zalewajkę świętokrzyską.
Obrazek

Obawiałam się tego wejścia, ale o dziwo poszło koncertowo. Troszkę przeszkadzały przejeżdżające auta, choć na dole był znak zakazu wjazdu z wyjątkiem aut elektrycznych. Spaliny nas lekko podduszały (foto Wojtek)
Obrazek

Obowiązkowe fotki na szczycie.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przez Nową Słupię mkniemy do Baszowic.
Obrazek

To już kolejny, czwarty punkt kontrolny. Zmieniam skarpety, niestety, jak się niedługo okaże (foto Radek):
Obrazek

Czeka nas prawie 10 km nasypem dawnej kolejki wąskotorowej. W tamtym roku szło nam się tu śpiewająco, teraz nie jest mi do śmiechu. Świeże skarpetki nie są tak dobre jak miały być, czuję każdy kamyk i szczypanie pod prawą stopą Foto Radek).
Obrazek

Kolejny punkt kontrolny, wreszcie zrobiłam foto wspaniałej literówce. Jako korektor nie mogę jej nie docenić. Czekają na nas napoje, ciastka i banany. Na tym punkcie zostaje też wezwana karetka do dziewczyny z urazem nogi, zdarza się i tak. My idziemy dalej, czeka nas 6 km asfaltem do Bodzentyna.
Obrazek

Musimy bardzo uważać na samochody, bo one na nas nie za bardzo uważają. Mijamy Dolinę Czarnej Wody. I Lotny Punkt Kontrolny, który sprawdza i notuje :)
Obrazek

Bodzentyn. Szósty punkt kontrolny. Jemy pomidorówkę i korzystamy z przepaku. Oglądam stopę, zaczynam mieć świadomość, że nie dojdę z nią do końca maratonu. Jednak Radek przekonuje mnie, żebym jeszcze próbowała.
Obrazek

Zatem w drogę na Psary. Mijamy ruiny zamku w Bodzentynie.
Obrazek

Ostatnia moja fotka z maratonu.
Obrazek

Mniej więcej półtora km dalej pęka mi odparzenie na bolącej stopie. Choć ból różnych części ciała nie jest mi obcy, ten mnie pokonuje. Nawet nie wiedziałam, że pociekły mi łzy - nie czułam ich. Ściągam skarpetę, oglądamy ranę. Mija nas Andrzej Armada, który słusznie proponuje plastry żelowe. Jednak ropy jest tyle, że plastra nie ma do czego przykleić. Mimo złości, przykrości i żalu - kalkuluję zupełnie zimno. Nie przejdę całości trasy, nie dam rady. Czy jest sens ciągnąć dalej i odpaść znów kilka kilometrów przed końcem? Czy w tej sytuacji jest sens rozkwasić tę stopę do końca? Jakie to ma znaczenie, czy zrobię jeszcze 10 czy 15 km? Podejmuję jedyną dobrą decyzję - nie ma sensu męczyć ani siebie, ani drużyny. Zostaję, chłopaki idą po medal. Jest to dla mnie trudne doświadczenie.

Niezawodny Lech, który przyjechał z chłopakami, a który nie brał udziału w maratonie, przyjeżdża z Gosią i zabierają mnie z asfaltu za Bodzentynem. Zgodnie z regulaminem melduję telefonicznie rezygnację z maratonu organizatorom.
Na miejscu noclegu biorę prysznic i różnymi specyfikami opatruję stopę.
Po 18 jedziemy do Szklanego Domu, czekamy na Teda. Kuba już je gulasz. Po 22 na metę docierają także Radek i Wojtek. Zatem wszyscy czterej w różnym czasie, ale z sukcesem kończą maraton.
Ogromne gratulacje dla wszystkich.

Rano w niedzielę pakujemy się, jemy śniadanie i jedziemy na galę medalową.
Obrazek

Jeszcze krótki spacer.
Obrazek

Wizyta w dworku.
Obrazek

I wspólna pizza. Prawdziwa włoska pizza zrobiona przez prawdziwego Włocha... pod Świętą Katarzyną.
Obrazek

Więcej zdjęć w relacji na blogu. Wszystkie moje zdjęcia tu: https://www.flickr.com/photos/146286372 ... 2314667452

_________________
http://panirybka.blogspot.com

FOTY


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 9 kwi 2018, o 17:48 
Offline

Dołączył(a): 19 maja 2016, o 21:20
Posty: 38
:brawo:


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 9 kwi 2018, o 23:19 
Offline
admin-moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 sty 2015, o 21:53
Posty: 4965
Lokalizacja: Ząbki
Szymon - troszkę więcej tych oklasków dla naszej drużyny i dla Magusi się należy :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
to teraz ode mnie
:brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo:
Powiem Wam tak.
Kto tam nie był nie widział tego na własne oczy, nie startował to naprawdę nic nie wie.
Ja przeszedłem tylko mały kawałek szlaku czyli odcinek na szczyt Łysicy a potem szlakiem zszedłem z Łysicy i poszedłem do Kakonina. Tam pożegnałem sie z Chłopakami z Maratonu których poznałem na szlaku bo z powodu kontuzji pojechałem tylko do towarzystwa i kontuzja nie pozwoliła mi większej trasy zrobić .
W Kakoninie pożegnałem Pawła i Wojtka ( którzy jak się w niedzielę na wspólnym śniadaniu okazało mieszkali w tym samym gospodarstwie co my ) i z powrotem pod górkę polazłem na Łysicę i potem w dół do Świętej Katarzyny.
Według opisu na szlaku ten odcinek powinien zająć 3,5 godziny w jedną stronę.
Ile czasu ja szedłem ??? a bladego pojęcia nie mam bo nie sprawdzałem czasu, godziny, ani innych danych
Nawet nie wiem ile to może być kilometrów ale raczej niedużo tyle tylko że wyszło mi że na Łysicę wdrapywałem się dwa razy z dwóch stron.
Taki mały wycinek dał mi małą próbkę tego jak trudny jest ten Maraton.
Nie dość że zdobywa się góry ( Łysica to bodajże 612 metrów ) to idzie się w różnych warunkach, ale najtrudniejsze w tym maratonie jest chyba to że nie ma tam jednego terenu na który można się jakoś przygotować sprzętowo.
Tam co kawałek zmienia się trasa, i podłoże.
Raz wspina się człek po górach, skacze jak kozica po skałkach, ślizga się po błocie ( a spróbujcie się domyślić jak wygląda nawierzchnia która powiedzmy z natury nie jest zbyt sucha bo są drobne cieki wodne ) a szczególnie błoto daje się we znaki jak po tej samej lekko błotnistej ścieżce przelezie 300 osób.
Potem prawie 10 km prosto po nasypie - męczący i nużący kawałek bo monotonny.
Potem po ulicach miasta, czyli po asfalcie oraz po tych kamienistych poboczach przy asfalcie.
No - generalnie ja osobiście nie startowałem ale miałem okazję obejrzeć kilka odcinków szlaku trasy Maratonu i mówię Wam pełen szacun dla Wszystkich uczestników którzy się odważyli i dali radę ale jeszcze większy szacun dla Magi za to że w odpowiednim czasie odpuściła i nie darła na siłę bo to mogłoby się skończyć dla niej myślę dużym ryzykiem zakażenia rany na stopie oraz późniejszymi powikłaniami.
Szczerze mówiąc gdyby jeszcze kilka kilometrów przeszła to znając życie nieprędko poszłaby na jakikolwiek spacer nie mówiąc o jakimkolwiek starcie w maratonie bo ciężko byłoby doprowadzić stopę do stanu używalności.
A tak to udało się po przemyciu, odkażeniu posypaniu i zaklejeniu stopy doprowadzić stopę do ładu na tyle że Maga mogła jeszcze nieco w niedzielę pochodzić i nie trzeba było wózka inwalidzkiego na szybko załatwiać żeby Ją na pizzę zabrać :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Także jeszcze raz dla Wszystkich wielki szacun.
Nie jest to zwykły maraton ale Ultramaraton o bardzo zmiennym podłożu i wielu podejściach pod górę.
To na razie tyle z mojej strony, ale walczę ze zdjęciami.
Jak się uporam i uda mi się na Gogla je wsadzić to opiszę jak ta wycieczka wyglądała z mojego punktu widzenia.
A - byłbym zapomniał napisać że nie tylko sama trasa maratonu była przeciwko uczestnikom ale siły natury nie za bardzo pomagały.
Start był o godzinie 5,15 ( zaliczyli piętnaście minut opóźnienia ) ale wszyscy już byli na miejscu o godz. 4,30 czyli pobudka była dobrze przed 4 żeby się przygotować, ubrać, coś przekąsić i to co powinno się przed startem zrobić. O tej godzinie było co najmniej 3 stopnie mrozu a ja osobiście stawiam że nawet mogło być koło minus 5 stopni. A w przeciągu kolejnych kilku godzin zrobiło się plus 15 stopni i do tego miejscami nieźle powiewało.
Czyli co chwila trzeba było zdjąć i spakować do tobołka kolejne warstwy odzieży żeby się nie zapocić.
To wszystko myślę razem do kupy sprawia że byle łazik na maraton nie pójdzie
Także powtarzam się ale muszę to zrobić
Wielki szacun dla Was za uczestnictwo w tym maratonie.
Jak mi się uda to może za rok ja spróbuję - mam nadzieję że połowę dam radę zrobić :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
:hejka: :hejka: :hejka:

_________________
ALBUM ZE ZDJĘCIAMI
BLOG - ELTECHOWE PODRÓŻE


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 10 kwi 2018, o 09:15 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2015, o 12:42
Posty: 422
Trzeba przyznać że dystans jak i pagórkowatość trasy odkłada się w nogach.
Z mojej strony podziękowania w kierunku Magi, gdyby nie jej relacja z zeszłego roku, zwyczajnie nie było by mnie w świętokrzyskim i nie przypomniał bym sobie jaki to piękny region polski .

Tak więc Maga dzięki za to że podzieliłaś się swoimi stanami emocjonalnymi z poprzedniej edycji Przedwiośnia. Fajnie było spotkać ludzi z którymi dawno, dawno, temu pływałem na wodzie a tym razem doświadczyć innej scenerii a przy okazji poznać nowych ludzi zorientowanych na kontakt z naturą i trochę zwariowanych, bo żeby płacić za takie katowanie
się to trzeba trochę odbiegać od normy.

Będę nudny, ale znów podziękowania: dla Magi, Lecha, za to, że mieliście chęć opuścić hotel i powitać mnie na mecie,
to było przyjemne uczucie, zwłaszcza że cały dystans pokonywałem samotnie.
Fajnie było doświadczyć również na mecie obecności Kuby.
Dziękuję Gosi, Wojtkowi, Radkowi, za wspólnie spędzony czas oraz atmosferę, jaką tworzyliście.
Lechu, cieszę się, że zdecydowałeś się z nami pojechać, twoje wsparcie było nieocenione.

Poniżej film organizatorów, na pewno widać na nim Kubę.


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 4 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL